Zawsze powtarzam, że strzelanki sam gameplay nie uciągnie. Gracz po prostu musi wiedzieć kim jest i dlaczego dzieje się to, co się dzieje. Czasem tę wiedzę trzeba zdobyć, ale przecież wychodzi na to samo- gracz chce i musi w końcu się dowiedzieć.
Nie wiem co Play zrobił z tym dodatkiem i nie pamiętam czy w ogóle było w nim choćby intro, ale podstawowy Painkiller miał całkiem fajną fabułę. Można by powiedzieć, że historię drogi z przemianą duchową bohatera w tle.

Ty po prostu źle trafiłeś. Same misje w dodatku są bardzo fajne i gra się nieźle, ale żeby zrozumieć o co właściwie chodzi, trzeba przejść podstawkę.
Ale osobiście nie kupię tego remaku. Nawet jeśli nie będzie to toćka w toćkę historia i plansze z pierwowzoru. Nie wiem jak u was, ale ja mam tak, że niektóre filmy i gry potrafię oglądać i przechodzić kilkadziesiąt razy i nigdy mi się nie nudzą. Ale są i takie, które nazywam "jednostrzałowcami". Niby wszystko z nimi w porządku i mi się podobały, ale nie mam ochoty do nich wracać. I tak jest w przypadku Painkillera. To jednostrzałowiec. Można sprawdzić i prawdopodobnie będzie się podobać, ale żeby siąść do tego drugi raz? Nie, to nie dla mnie. Zdecydowanie wolę duchowego następcę, tj. Bulletstorma. Rozgrywka jest bardziej zróżnicowana, szybsza, mapy mniej nachalnie przypominają areny i killroomy. No i ulepszenia broni i skillshoty sprawdzają się znacznie lepiej, niż karty tarota.
Jedyne, co tak naprawdę przyciąga mnie do Painkillera to kołkownica. Przepiękny design broni i 90%-owa skuteczność (jedynie 10% przeciwników, i to tych najsilniejszych, jest w stanie przeżyć pierwszy strzał).
Ale to za mało, żebym płacił za tytuł jeszcze raz, albo instalował wersję sprzed lat.