Kriss, pierwsze dwa fallouty odkrywa się samemu. Nie graj, bo się zniechęcisz. No i najważniejsze: nie graj najpierw w dwójkę.
Co do "moich tez", myślałem, że dosyć jasno się wyraziłem. Pisałem o laikach, osobach nie związanych z grami, widzących gry jako każdy inny nałóg.
Dżuz, słynny Tibijczyk prawdopodobnie już wcześniej miał problemy z trzymaniem nerwów na wodzy. Gra tylko (czy też "aż") pozwoliła im się ujawnić. To trochę jak z epilepsją. Możesz być przez całe życie zdrowy, aż w pewnym momencie trafisz na stroboskop w dyskotece i "nagle zachorujesz". Ale trafiłeś w samo sedno szkodliwości gier. Najgorsze nie jest zaniedbywanie siebie, swojego życia towarzyskiego czy wydawanie wszystkich pieniędzy na World of Warcraft. Najgorsze w grach jest to, że budzą agresję. A to z tego prozaicznego powodu, że każdy się irytuje, kiedy ktoś mu przeszkadza w zadaniu, które wymaga pełnej koncentracji. Jedni bardziej, inni mniej. Jeszcze inni do tego stopnia, że wypływają potem historie z krzesłem.
edit. Zapomniałem dodać historyjki o eksperymencie, który przeprowadziłem jakiś czas temu. Otóż przez całe życie piję herbatę. Kiedyś przyszła mi do głowy myśl: "czy jestem uzależniony od herbaty? Czy codzienne picie herbaty, mając do wyboru dowolne inne napoje (mleko, kawa, woda, soki etc.) mogło spowodować, że nie mogę obyć się bez tego konkretnego?" Postanowiłem to sprawdzić. Przez ponad dwa tygodnie nie wypiłem choćby łyka. Nie ciągnęło mnie do herbaty, jej zapach nie budził we mnie żadnych emocji, reklamy w telewizji nie powodowały dręczących myśli, nie stwierdziłem też żadnych fizycznych skutków ubocznych. Tak więc skoro herbata pita z własnej woli codziennie przez całe życie nie powoduje u mnie uzależnienia, to jak to się dzieje, że komputer już tak? Przecież granie to forma rozrywki. Tak jak picie herbaty to forma uzupełniania wody z dodatkiem elementów smakowych.

Gdybym odstawił gry komputerowe, zająłbym się inną formą spędzania czasu. Stąd moja teza, że nie jestem zależny od grania. Nie jestem uzależniony.