Iskierka

Poniżej 5000 znaków.

Moderator: Realkriss

Iskierka

Postprzez Jakub Brodnica w Dzisiaj, 21:28

Rozdział 1: Przebicie
Artur klęczał w błocie zmieszanym z olejem, wpatrując się w rozdzielnicę, która wyglądała, jakby montował ją pijany szympans na amfetaminie. Termowizja w palcach nie była mu potrzebna – czuł bijący od szynoprzewodów żar. Wszystko tu było „na druta”, poskręcane byle jak, byle wytrzymało do wypłaty.
— No i co się tak gapisz, Arturek? Jaja tam znosisz? — Głos Mariusza, właściciela firmy „MAR-BUD EXTREME”, przeciął ciszę hali jak zardzewiała piła.
Mariusz był kwintesencją wszystkiego, co w tym kraju gniło. Czerwona morda, bęben piwny opięty brudną polówką z logo firmy i ten protekcjonalny ton człowieka, który dorobił się na okradaniu fiskusa i własnych ludzi.
— Mariusz, ta rozdzielnica to tykająca bomba. Izolacja na odpływach jest zwęglona. Jak ja to podam pod napięcie, to to wszystko pie*dolnie i pójdziemy do prokuratora — wycedził Artur, nie odrywając wzroku od miedzi.
— pierdo*isz, bo ci się robić nie chce! Masz to podnieść teraz, bo mi linia stoi i tracę hajs! Jak ci się nie podoba, to wiesz, gdzie są drzwi. Za bramą czeka dziesięciu na twoje miejsce, tylko z mniejszymi wymaganiami, panie inżynierku od siedmiu boleści.
Artur poczuł, jak w kieszeni wibruje telefon. Znów ona. Beata. Trzeci raz w ciągu godziny. Wiedział, co tam jest: „Gdzie są pieniądze na dodatkowe zajęcia dla młodego? Jesteś zerem, takim samym jak twój ojciec. Sąd już dostał pismo”.
Nagle poczuł potworne zmęczenie. Nie takie, które mija po przespanej nocy. To było zmęczenie istnieniem. Każdy dzień był identyczną pętlą: zjebka od Mariusza za to, że przestrzega norm BHP, rzyganie jadem przez telefon od kobiety, którą kiedyś kochał, a która teraz stała się jego osobistym demonem, i powrót do pustej kawalerki, w której śmierdziało starym tynkiem i samotnością.
Miał czterdzieści lat i nie miał nic. Był tylko popychadłem, które potrafiło wymienić bezpiecznik i nie dać się zabić prądem. A przynajmniej do dzisiaj.
Artur powoli wstał. W ręku trzymał ciężki klucz nasadowy. Przez chwilę wyobrażał sobie, jak z całą siłą wbija go w tę uśmiechniętą, tłustą twarz Mariusza. Ale to wymagało za dużo energii. Zamiast tego, spojrzał szefowi prosto w oczy.
— Wiesz co, Mariusz? Masz rację. Dziesięciu czeka za bramą. To niech przychodzą. Bo ja właśnie idę się powiesić, tylko w nieco ciekawszym miejscu niż ta twoja gównofirma.
— Co ty chrzanisz? Gdzie idziesz?! Wracaj tu, bo ci nie zapłacę za ten miesiąc! — wrzeszczał Mariusz, ale Artur już go nie słuchał.
Wyszedł z hali, zostawiając otwartą rozdzielnicę. Wsiadł do auta, które rdzewiało szybciej niż on tracił chęci do życia. W głowie miał tylko jedno miejsce. Czarnobyl. Słyszał legendy o tym, że Zona bierze każdego, kto nie ma już nic do stracenia. A on był idealnym kandydatem. Nie miał jaj, żeby strzelić sobie w łeb w łazience, ale miał dość odwagi, żeby wejść tam, skąd nikt rozsądny nie wraca.
Kilka dni później: Kordon
Granica Zony nie wyglądała jak na filmach. Nie było wielkich murów, tylko zardzewiały drut i las, który wyglądał na martwy, choć tętnił czymś nienaturalnym.
Artur poprawił plecak. Czuł dziwną ulgę. Tutaj Beata go nie znajdzie. Tutaj komornik nie przyśle pisma. Tutaj Mariusz nie będzie mu kazał podłączać spalonej instalacji pod napięcie. Jeśli zginie, to przynajmniej na własnych warunkach.
Z krzaków dobiegło niskie, gardłowe warknięcie. Artur nawet nie drgnął. Sięgnął po znoszoną czapkę, nasunął ją mocniej na oczy i wyciągnął probówkę napięcia, którą zabrał z warsztatu. Jego jedyny talizman.
— No, chodźcie — mruknął do cieni czających się między drzewami. — Prądu wam nie naprawię, ale chętnie zobaczę, jak wygląda piekło od środka.



Dajcie znać co myślicie. Bo nie wiem czy kontynuować.
Jakub Brodnica
Kot

Posty: 1
Dołączenie: Dzisiaj, 21:26
Ostatnio był: 01 Sty 1970, 02:00
Frakcja: Samotnicy
Ulubiona broń: TOZ34
Kozaki: 0

Reklamy Google

Powróć do Teksty krótkie

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość