Po pierwsze ubolewał bym nad brakiem ostrego M60VN na terenie Poznania i okolic. Zmuszony faktem zadowolenia się konstrukcją Rosyjską - siła wykradł bym PKM'a z centrum szkolenia wojsk lądowych w Poznaniu.
Oczywiście zawiązał bym czerwoną opaskę na czole i obwiesił się pasami amunicji tak, że ledwo bym powłóczył nogami.
Z mojego telefonu puszczał bym sobie na głos hmmm... Rocky Theme? (Rambo było by z byt oczywiste).
Po drugie ubolewał bym nad brakiem jakiś konkretnych celów do odje*ania, można by wystrzelać jakiś wrogów z przed lat ale to frajerzy nie warci takiego zachodu. Do rozpoczęcia apokalipsy nie zdążył bym pewnie się przemieścić gdzieś daleko więc biegał bym jak oparzony po Poznaniu krzycząc prowokacyjne hasła prowokując chu*owe subkultury do konfrontacji.
Jak by przypadkiem zabrakło żywych celów o wrogim nastawieniu to zniszczył bym se jakąś galerię handlową i wywołał jakiś spektakularny wybuch.
Później o ile bym zdążył z sterroryzowanego Tesco zabrał bym butelkę taniego szampana "Miszel" i udał bym się w jakieś wysokie miejsce, najlepiej z bliskimi osobami.
Obalił bym trunek, stłukł szkło na szczęście i pewnie podchmielony wypowiedział bym jakąś durną kwestię "I'll be back", po czym skoczył bym z wysokości chcąc zaznać przed śmiercią lotu.
OPCJA 2 (Realna - ostatni dzień ale tylko dla mnie):
Pożegnał bym się z najbliższymi.
Postarał bym się zdobyć jakąkolwiek broń palną o w miarę dużej sile ognia i konkretnym zapasie amunicji (napaść konwojenta?).
Spróbował bym okraść jakiś bank, kasę zakopać i przesłać namiary odpowiedniej osobie.
Jak by się udało to można było by potem porozdupcać jakiś cweli.
Żałował bym, że to tylko 1 dzień, mając chociażby tydzień albo miesiąc można by było zrobić coś spektakularnego na skalę globalną
