Ewidentnie wpieniają mnie ludzie, którzy nienawidzą komunistów.
Przykład z wczoraj. Siedzę sobie spokojnie, nie wadząc nikomu, na ławeczce. Czekam na autobus i czytam "W.I.Lenin. Krótki zarys życia i działalności". Większość osób, które zobaczyły tytuł na okładce pospiesznie odsuwało się kilka metrów od ławki. Nie muszę już wspominać, że absolutnie nikt koło mnie nie siedział. Stojące nieopodal wierne słuchaczki pewnego radia z miasta Kopernika co jakiś czas mówiły coś o 'komuchach' i wymownie spoglądały w moją stronę.
Tak samo w autobusie. Koło mnie wolne miejsce, a na drugim końcu pojazdu kolejny 'moher komando' usiłuje zmusić jakąś dziewczynę żeby jej ustąpiła miejsca. Ja mówię, że tu jest wolne. Ona na to: 'Koło komucha siedzieć nie będę!'. Tyle dobrego, że tamta dziewczyna koło mnie siadła.
Przechodząc do meritum. Rozumiem, że ktoś ma inne poglądy, rozumiem, że mogą się one nie podobać komuś, ale dlaczego od razu wyzywać i jawnie okazywać niechęć?