Byłem, generalnie jestem zadowolony, choć mam spory niedosyt.
Co mi się podobało to rodzaj humoru - dla mnie nienachalny, oraz w miarę tradycyjne podejście do rozwoju fabuły - rozpoczęcie, rozwinięcie, zakończenie, choć z ogromną furtą na kolejną część. Brakowało mi tego choćby w Spectre, dlatego SW7 cenię wyżej. Całkiem przyjemnie wychwytywało się różnego rodzaju smaczki, choć dawno nie oglądałem poprzednich części i kilka z pewnością mi umknęło. Choć mam wrażenie, że tych niuansów było nieco za dużo i miały zbyt duży ciężar w stosunku do całości.
Wada na początek:
Słaby był początek z lotem Sokołem - chwilę wcześniej zbieraczka złomu bez pojęcia o lataniu, a po kilkudziesięciu sekundach spędzonych za sterami ogarnęła sterowanie na tyle, by móc sprawnie uciekać. Albo albo - albo zaje*isty pilot, albo nie potrafi ruszyć "złomem". Ale to w sumie szczegół, bo więcej zastrzeżeń mam do Najwyższego Porządku.
Najwyższy porządek:
Najwyższy porządek to brat-niedojeb Imperium.
Po pierwsze - hierarchia. Jak można wziąć dwóch pryszczaków do zarządzania nowym imperium?! "Generał" Hux wyglądający co najwyżej na studenta politologii i "najmroczniejszy charakter" grający na przerwie między lekcjami w liceum? Pierwszy nie umywa się do Tarkina, drugi jest mniej naturalny niż Anakin (za to bardziej szczurowaty). Generał to nie tytuł równoważny z licencjatem w PWSZ, który właściwie można zdobyć niskim nakładem kosztów i w młodym wieku. Generał powinien mieć przynajmniej czterdziestkę i doświadczenie bojowe lub chociaż przeszłość zarządcy, które stawiałoby go w roli autorytetu. Ten młody nadawałby się najwyżej na dowódcę oddziału szturmowców. Kylo Ren z kolei powinien być padawanem, nie rycerzem. Nie dla psa kiełbasa. Ok, pupil "najźlejszego", rozumiem. Ale nie pan i władca! Chcę angażu na kapitana statku w SW8 lub SW9, skoro wiek nie gra roli. Na pewno będę wyglądał dojrzalej niż tamci dwaj.
Po drugie - Snoke - typ bez autorytetu, dziwny watażka, który nie wiadomo skąd się wziął i jaką pełni rolę. Podobno to może być stary mentor Sidiousa, który oszukał śmierć. Może, ale brakuje choćby wskazówki w siódemce (lub nie zauważyłem), kim on jest. W przypadku Rey można się spodziewać, że jest powiązana ze Skywalkerami. W przypadku Snoke'a widzę typa, który wziął się znikąd i ożywił trupa imperium.
Po trzecie - Phasma - pojawiła się na moment, bez sensu. Nie było dla niej praktycznego zastosowania, jeśli ma się pojawić w kolejnej części, to albo uzasadnić jej obecność w pierwszej, albo wrzucić do kociołka dopiero w następnej.
Po czwarte - szturmowcy. Niby fajnie, niby coś innego niż klony, ale mam wrażenie, że nadal zachowują się jak klony. I nagle pomiędzy nimi znajduje się "czarna owca" (he he he), której istnienia nikt nie zauważył, a potem każdy drze mordę "zdrajca! zdrajca!". Skoro więc szturmowcy są de facto przedłużeniem klonów, to po co na siłę z owych klonów rezygnować? Temu wątkowi brakuje rozwinięcia.
Po piąte - nie wiem jak reszta, ale odnoszę wrażenie, że po zniszczeniu planety-rozpierdalacza Najwyższy Porządek stracił większość mocy. Organizacja nie wydaje się tak potężna jak wydawało się Imperium. Ot, po prostu jedna z ciekawostek w dużej galaktyce.
inne:
- brakowało mi rozwinięcia wątku Maz Kanaty, w sumie nie wiem co się z nią potem stało - podoba mi się wzornictwo Nowego porządku i nowych szturmowców, choć myśliwce itp. są chyba wciąż takie same - walka na miecze na mroźnej planecie - Ben, który był trenowany, nie może sobie tak naprawdę dać rady z Finnem (który trzyma miecz bodaj drugi raz w życiu) i Rey (która magicznie odkrywa moc i od razu napie*dala nią jak wybitny jedi, wytrzymując np. napór tego suchoklatesa nad przepaścią)
I cytat z recenzji na spiderweb, pod którym (w tym fragmencie) mogę się podpisać:
:
Ale ileż razy można niszczyć – większą i większą z filmu na film – Gwiazdę Śmierci (gdzie okazuje się oczywiście, że trzeba w efektowny sposób wlecieć do środka, ale generalnie ochrony kluczowy punkt konstrukcji nie ma żadnej). Ileż razy można w tak samo wyglądającym miejscu odgrywać ojcowski dramat. Ileż razy szturmowcy okazują się ostatecznie kompletnymi łamagami. Ileż razy niespodziewający się niczego szarak, żyjący przez wiele lat prostym życiem może odnajdować w sobie moc. Ileż razy może wyruszać w podróż do odległej galaktyki, żeby pod okiem mistrza zaszytego od nie wiadomo jak dawna w głuszy szlifować swój potencjał.
[...]
Ale z drugiej strony całe tło jest momentami absurdalne albo niedopowiedziane. I to nie niedopowiedziane w sposób, który fascynuje, tylko w sposób który zmusza do zadania sobie pytania: ta, jasne, ciekawe jak. Nawet ta gigantyczna zagłada kilku planet przechodzi trochę bokiem – w żaden sposób nie zarysowano ich w filmie wcześniej, przez co utożsamianie się z nimi jest praktycznie niemożliwe. Ot, 6 planet. Gdzieś tam. Z kimś tam.
[...]
Trzecie – Najwyższy Porządek… wcale nie jest straszny. Imperium było przerażające, jego przedstawiciele budzili lęk, kiedy obserwowaliśmy ich poczynania na ekranie. Tutaj nie ma żadnej postaci, która w jakikolwiek sposób budziłaby grozę. Pomysł na Kylo Rena jest świetny, ale ten – zamiast, jak sam mówi, być rozdarty – jest raczej miałki i nijaki. Nawet w najmocniejszej scenie z Solo nie krzesze iskier. Mistrz z hologramu jest natomiast pocieszny i najwyżej wzbudzający współczucie[...]
Także w sumie Przebudzenie mocy jest... fajne. Niedopracowane, ale sprawiające całkiem dużo przyjemności z oglądania, nawet jeśli
:
fabularnie jest kalką Nowej nadziei. Chyba nawet mi to odpowiada, bo lubię starą, dobrą historię w nowym wydaniu, a tu poziom przygotowania był na tyle dobry, że nie zgrzytałem zębami, tylko cieszyłem się filmem.
W moim odczuciu lepsze od Spectre, ale nieco gorsze od Na skraju jutra, które oglądałem w piątek
:
Dałem 8/10 na filmwebie i sam nie wiem, czy to odpowiednia ocena.
Za ten post Universal otrzymał następujące punkty reputacji:
@Universal, ja dałbym 7/10 a i to tylko z sentymentu. Kalka bo zagrali bezpieczne karty. Zagrali na nostalgii fanów, którzy rozniosą dobrą nowinę (że nowe gwiezdne wojny nie są aż tak do dupy) dalej. Kalka również dlatego, że formuła Nowej Nadziei sprawdziła się 40 lat temu i nie ma żadnych przesłanek żeby nie sprawdziła się ponownie.
Co do furtek do następnych części- plażo, proszę cię... oczywiście że będą następne części. Co roku mają wychodzić kolejne Gwiezdne Wojny. 3 spin-offy i dwa oficjalne wielkie epizody. Książek, komiksów, bajek nawet nie zliczę. Disney wziął się za Star Wars tak jak wziął się za Marvela i nie spocznie póki nie nabije tyle kasy, żeby postawić Disneyland na Księżycu.
paintball_0 napisał(a):Co do furtek do następnych części- plażo, proszę cię... oczywiście że będą następne części.
Serio? Mów mi więcej o rzeczach oczywistych.
Co mi się podobało [...] oraz w miarę tradycyjne podejście do rozwoju fabuły - rozpoczęcie, rozwinięcie, zakończenie, choć z ogromną furtą na kolejną część. Brakowało mi tego choćby w Spectre, dlatego SW7 cenię wyżej.
Traktuj to jako całość. Od początku było mówione, że będzie trylogia, więc wiedziałem, pisząc to, że będą kolejne części. To zarzut do "spójności", w sensie że film nie był w pełni "zamknięty", tylko ma tak dużą furtkę, że dla mnie jest to wada. Niewielka, ale jednak. Spodziewana, ale wspomniałem; wielkie mi mecyje.
DEADPOOL - chyba pierwsza komedia sensacyjna Marvela, bo czystą sensacją tego nazwać nie można - film był po prostu zbyt śmieszny
Plusy: + Humor, humor i więcej humoru + genialne teksty + łamanie czwartej ściany + coś świeżego od Marvela
A jeśli chodzi o minusy, to cieżko się do czegoś przyczepić, bo w zamyśle film miał być chaotyczny, żeby podkreślić charakter głównego bohatera. Niektóre postacie drugoplanowe grały trochę sztucznie, a główny zły był zbyt nijaki - może dla kontrastu z Deadpoolem, ale dla mnie źli bohaterowie byli tutaj trochę za słabi.
W każdym razie Deadpool to najlepszy film o superbohaterach od dawna. Według mnie przebija droższe produkcje takie jak "Avengers" czy "Thor".
Nie wiem, nie oglądałem Hellboy'a Nie mówię, że Deadpool to najlepszy film Marvela ever, ale w porónaniu z molochami jak Avengers albo Iron Man z gigantycznym budżetem i znanymi gwiazdami jak Downey Jr. ja wolę Deadpoola z humorem i nawiązaniami do popkultury.