przez Szpagin w 12 Paź 2012, 14:08
Miałem w tym roku 4-miesięczne wakacje między III klasą liceum, a początkiem studiów. Potrzebowałem trochę pieniędzy, więc postanowiłem znaleźć sobie pracę. Trochę pochodziłem po agencjach i w końcu trafiłem na ofertę pracy kontrolera jakości w jednej fabryce. Zwykła fizyczna praca polegająca na sprawdzaniu części itd., po 8 godzin dziennie na 3 zmiany. Osobiście uważam, że nie była to zła robota, jak na pierwszą pracę nawet nieźle płatna, poza tym, jako że miałem rozpocząć studia na politechnice, jakiekolwiek (nawet niewielkie) doświadczenie z pracą w przemyśle uważałem za konieczne.
W czasie tych wakacji spotkałem się ze znajomym. Pogadaliśmy, zapytał się, co robię. Opowiedziałem, gdzie pracuję. Wyśmiał mnie, bo poszedłem harować w fabryce, jakby było to coś upokarzającego. Potem się dowiedziałem, że właśnie w te wakacje znajomy przez krótki czas rozdawał ulotki na głównej ulicy w centrum. Krótki, bo szybko okazało się, że zarobki znacząco różnią się od tego, co wypisano w umowie.
Jeszcze później dowiedziałem się, że istnieją dwa akceptowane sposoby wakacyjnej pracy dla osiemnasto- i dziewiętnastolatków: roznoszenie ulotek i zbieranie truskawek w Holandii. To jest trendy, a zap!@#$alanie w fabryce to siara do kwadratu. Oczywiście zarabiałem znacznie więcej, niż kumple od ulotek, a i plecy mnie nie bolały, jak zbieraczy truskawek. Co to się porobiło, że człowiek próbujący zarobić na swoje potrzeby staje się obiektem kpin?

-
Za ten post Szpagin otrzymał następujące punkty reputacji:
Realkriss, scigacz1975, Tajemniczy.