No w zasadzie można

xionc napisał(a):Znajomy ma transport: prawie 40 zestawów i czasami wpadam do niego na baze i sie nasłucham co jego kierowcy nawywijają to głowa mała.
To się nazywa syndrom Poncjusza Piłata czyli umywanie rączek... Pada hasło od szefa "mnie to nie obchodzi jak ty to zrobisz ale masz zdążyć" i taki kierowca boi o dupę że go zwolni i kombinuje. Gorzej jak się niestety ucho od garnuszka urwie i się mleko rozleje. Wtedy wielki szefu nie wie o niczym, on nie będzie płacił, on nikogo nie zmuszał ale do ku*wy nędzy nie powie tego że przed danym procederem zagroził kierowcy zwolnieniem! Czasem z resztą nie musi grozić, to jest do przewidzenia że poleci głowa albo wypłata...
Znam takich polskich szefuńciów. Ostatnio rozmawiałem z pewnym kierowcą który jak się okazało jest właścicielem paru składów w jego własnej firmie. Fajnie było mu dać parę piw i rozpocząć rozmowę. Wysokość mojej furii z jego opowieści i bełkotu na temat jego "nieudolnych" kierowców powodowała we mnie chęć przyjebania mu za przeproszeniem a ta jego żonka spedytor z bożej łaski to może spokojnie za wróżkę robić skoro w jej mniemaniu spokojnie można z Polski do Włoch w jeden dzień zdążyć... Nic tylko kasa, kasa, kasa...
Na szczęście ja się dodatkowo nie muszę martwić o normę spalania auta... To jest iście chore jak szef wymaga normy załóżmy 33 litry na 100 km kiedy teren nieraz bywa górzysty. Zdaj normę 50 litrów to ci odbije kasę i okrzyknie złodziejem żeś paliwo ukradł (a sondzie na baku to niby łapówkę dał?).