Co was w...pienia

...a raczej wszystko o wszystkim. Debaty na dowolne tematy.

Re: Co was w...pienia

Postprzez Iwaszka w 19 Cze 2013, 11:21

Nawiązując do ostatnich 2 postów: :)
Np ja nigdy nie byłem "dorosły". Gdy miałem 16/17 lat ludzie zaczynali wyrastać na siłę z wielu rzeczy, pojawiały się bariery w znajomościach itp. Ja przeszedłem to nie rezygnując z niczego, przetrwałem w małej aczkolwiek silnej ekipie może z 5 ludzi... Zawsze robiłem to samo, teraz mam 21 lat i dalej to robię i mimo tego Cchodzę do pracy bo muszę, uczę się, mam narzeczoną z dzieciakiem. I generalnie brzydzę się tym co dzieje się dookoła mnie (poza 5 starych znajomych), gdy widzę dokąd zmierza moje pokolenie i jacy ludzie są moimi "rówieśnikami"... Co będzie dalej?
Życie dla samej imprezy, lansu, uwielbienia, najeba*ia się i walenia się na imprezach jak domy w Afganistanie.

No cóż niektórzy śmieją się że mając 21 lat (jak by to było nie wiadomo ile) zajmuję się ASG, rekonstrukcją Specnazu KGB, że pogram se w STALKERA czy jakieś Skyrim, nie widzą, że mimo hobby mam czas dla najbliższych a nie marnuję życie na Facebooku i pisaniu na smartfonach jakiś dupereli. Ten kraj nie ma przyszłości.

Za ten post Iwaszka otrzymał następujące punkty reputacji:
Positive Realkriss, djcycu.
Awatar użytkownika
Iwaszka
Weteran

Posty: 696
Dołączenie: 23 Cze 2010, 13:56
Ostatnio był: 12 Sty 2025, 21:37
Miejscowość: Poznań
Frakcja: Najemnicy
Ulubiona broń: Vintar BC
Kozaki: 271

Reklamy Google

Re: Co was w...pienia

Postprzez djcycu w 19 Cze 2013, 12:02

Ja sobie takie coś zawsze obrazuję jak autostradę, my jedziemy spokojnie ze stałą prędkością a koledzy "dorośli" przyspieszają i uciekają naprzód. Za kilka lat ich doganiamy bo się okazuje że im dopalacz nawalił albo znudziła szybka jazda...

Nie wiem kto jest w tym wypadku śmieszniejszy, my którzy zawsze tacy byliśmy czy ci którzy z nagłego dorastania zaczynają pokazywać wszędzie jak znów bawią się w różne rzeczy i że niby to nowość... Przecież zawsze tak było wystarczy tylko być sobą :) Np taki przykład że nieraz do miasta jechałem 20 kilometrów na rowerze... Mając 18 lat śmiali się ze mnie bo przecież jest samochód i prawko a rower to na szrot. No, teraz mamy po 23 lata i się wychwalają na FB ile to na rowerze nie przejeżdżają dziennie i jakież to rowery mają :P

Tak samo moi koledzy ze studiów... Ja rozumiem że się wiele nauczyli ale po co wrzucać żartobliwe obrazki z napisanymi na nich trudnymi angielskimi idiomami których nikt nie zrozumie? Dla mnie dziecinada... Wstawienie tekstu z piosenki, chociażby po chińsku jest już normalne (bo są tacy którzy by chcieli posłuchać i ew. zobaczyć).
Szczegółowe mapy do S.T.A.L.K.E.R Zew Prypeci

In nomine Patris, et Filii, et Spiritus Sancti. Amen

Za ten post djcycu otrzymał następujące punkty reputacji:
Positive Tajemniczy.
Awatar użytkownika
djcycu
Monolit

Posty: 3533
Dołączenie: 17 Wrz 2009, 16:38
Ostatnio był: 12 Sty 2021, 21:51
Miejscowość: "Łosiek"
Frakcja: Samotnicy
Ulubiona broń: Tunder S14
Kozaki: 775

Re: Co was w...pienia

Postprzez De Mios w 19 Cze 2013, 12:23

Zazdroszczę Ci djcycu, że kiedy miałeś 16 lat, Twoi rówieśnicy zachowywali się jak dorośli. Ja mam w tej chwili 17 lat, to pierwsza klasa średnia, i za rok również będzie pierwsza z racji, że nie ukończyłem jej. Musiałem w klasie borykać się z idiotami, którzy nie szanowali moich własności i natarczywie niszczyli je. I to nie tylko to. Generalnie zachowywali się jak dzieci. Dotknął mnie ostracyzm i jestem za przekonaniem, że dojrzałość idzie z doświadczeniami (a było ich sporo, poza szkołą rzecz jasna również), nie wiekiem. Stałem się dorosłym w wieku czternastu lat może, ale też zależy w jaki sposób na to patrzeć. Może po prostu jestem człowiekiem, a oni nie. Od czternastu lat czy piętnastu, już nie pamiętam, kiedy te problemy zaczęły się piętrzyć, ale zacząłem przykuwać większą uwagę na człowieczeństwo, wartości. Ludzie stawiają na mnie krzyżyk, bo potrafię sprzeciwić się manipulacji - choćby w szkole - nawet jeśli mam na tym stracić. Przynajmniej tak to widzę, że coś we mnie siedzi takiego, że nie ma mowy bym działał wbrew swoim przekonaniom dla własnych korzyści. Też nie wróżą mi dobrej przyszłości, bo stawiam wszystko na jedną kartę, na dziecięce marzenia, a z takimi wybijali się najwyżsi.

W przeciwieństwie do rówieśników nie piję i nie palę. Mało co wychodzę na świeże powietrze, bo nie mam z kim się przyjaźnić. Jestem introwertykiem, i nie dziwota, że po tym jak ludzie skrzywdzili moją personę, nie mam ochoty się z nimi spotykać. Ale osoby, które znam, to tacy hipokryci. Śmieją się, że jestem dzieckiem, bo gram w gry komputerowe, a sami zajmują się dziecinnymi żartami. A zaznaczam, że mam 17 lat. To ten wiek nie jest przecież jeszcze zły na gry komputerowe? W końcu ktoś z dwa razy tyle na karku coś tam sobie pyka, może mniej osób, ale jednak.

djcycu, gdybyś mógł, weź no mi wyjaśnij to, bo nie rozumiem, wybacz.

Cały czas się nie zmieniam i moja dorosłość idzie wraz z wiekiem a nie stereotypem bo mam więcej 18 lat, przekroczyłem próg...


W sensie chcesz przez to powiedzieć, że im jesteś starszy, to tak na ten wiek się zachowujesz? A tego dalej nie rozumiem zupełnie ;p.

Za ten post De Mios otrzymał następujące punkty reputacji:
Positive djcycu.
Awatar użytkownika
De Mios
Kot

Posty: 42
Dołączenie: 16 Cze 2013, 20:24
Ostatnio był: 17 Lip 2013, 09:21
Miejscowość: Dąbrowa Górnicza
Frakcja: Samotnicy
Kozaki: 6

Re: Co was w...pienia

Postprzez Universal w 19 Cze 2013, 12:46

[niepotrzebny komentarz, którego po latach bym nie napisał]
Ostatnio edytowany przez Universal, 02 Lis 2025, 16:52, edytowano w sumie 1 raz

Za ten post Universal otrzymał następujące punkty reputacji:
Positive Wojak, De Mios.
Awatar użytkownika
Universal
Monolit

Posty: 2619
Dołączenie: 21 Lip 2010, 17:54
Ostatnio był: 15 Kwi 2026, 09:27
Miejscowość: Poznań
Frakcja: Samotnicy
Ulubiona broń: Vintar BC
Kozaki: 1051

Re: Co was w...pienia

Postprzez De Mios w 19 Cze 2013, 13:10

Chopie, nie użalaj się nad sobą. Na świeże powietrze nie wychodź dla ludzi, tylko dla siebie - rower między nogi i zaiwaniaj gdzieś. Albo przyznaj sam przed sobą, że jesteś leniwy i wolisz napierdzielać na klawiaturze zamiast coś ze sobą zrobić - jak ja, bo biję się w pierś, że niemal wszystkie moje problemy są z mojej winy, głównie lenistwa i braku odwagi. Teoretycznie też jestem introwertykiem (a może bardziej ambiwertykiem), ale to nie jest usprawiedliwienie dla płaszczenia dupy w domu. Jak nie chcesz się spotykać z ludźmi, to realizuj swoje zainteresowania samotnie, a od ludzi i tak się nie da uciec.


A owszem, jestem leniwy. Jak gdzieś już wychodzę to tylko z jednym znajomym. Ostatnio do kina na F&F 6. Jest dosyć daleko od mojego miejsca zamieszkania, i kiedy chcę z nim pójść gdziekolwiek, choćby do centrum, to stwierdza, że to nie ma sensu. Ja mam zajęcie dla siebie, ale ono właśnie wykonuje się w domu, i nie, nie chodzi o gry komputerowe, tylko muzykę. Nie jej słuchanie, tylko jej tworzenie. Raczej nie potrafię jej tworzyć na zewnątrz, także przeważnie siedzę w domu.

Obejrzę się za jakimś zajęciem, żeby częściej wychodzić. Prawdę mówiąc kiedyś myślałem o deskorolce, ale tutaj już kwestia odwagi, żeby w ogóle się pokazać z brakiem umiejętności jazdy na niej w mieście. Użalanie to ja mam we krwi, ale nadal potrafię przyznać się, że niektóre problemy są z mojej winy. Nie wszystkie.

Mniej graj. Niezależnie od ilości czasu spędzonego przy kompie jeśli masz problemy z nauką, to się skup na niej, a nie na grze czy innych rozrywkach.


Tak, nie ma to jak wyrywanie z kontekstu. To co napisałeś nijak ma się do tego, że mam problemy z nauką, bo nie mam żadnych. Wszystko stoi za sprawką ludzi. Tak przynajmniej sądzę. W pierwszym semestrze, miałem oceny takie jak 4, 5 ew. 3. Wtedy jeszcze nikt nie znał się na tyle i nie naciskali na mnie tak jak naciskali teraz. Wszystko zaczęło się sypać, kiedy zaczęli mniej szanować mnie i moje rzeczy. Zaczęło się oczernianie i wiele innych rzeczy, których nie życzę nikomu.

A w drugim semestrze poświęcałem tyle czasu samo co w pierwszym. Tu moje niezdanie to kwestia nieobecności. Nieobecności z ich powodu. Zniszczyli mnie do takiego stopnia, że zdarzało mi się mieć strach przed pójściem do szkoły. Pojawiały się bóle brzucha i nudności.

A masz coś na poparcie tej deklaracji? Poważnie piszesz, nie widzę nic dorosłego poza tym. Jeśli jesteś dorosły, a nie dałeś sobie rady w pierwszej klasie szkoły średniej, to musisz być poddany terrorowi ze strony nauczycieli i innych uczniów.


Przez dojrzałość rozumiem to, że znam swoje miejsce, znam swój cel w życiu. Jeśli cokolwiek spieprzę, to biorę to na siebie. Skoro stawiam wszystko na jedną kartę, to muszę liczyć się z konsekwencjami. Winy przecież na innych nie będę zwalał, jeśli faktycznie wina po ich stronie nie leży. Warto dodać, że każdy ma inną definicję dojrzałości.

Co do terroru, to tak, zgadza się. Wszystko było zgłoszone wychowawcy, szkole, która nie zrobiła z tym kompletnie nic. Moje rzeczy były niszczone i mniej zdatne do użytku. Nauczyciele jakich poznałem nie życzę nikomu. Podam przykład jednej sytuacji. Zostałem wyśmiany przez nauczyciela i klasę za to, że przerzucam przy odpowiedzi ciężar na drugą nogę, zwyczajnie ze stresu. Druga sytuacja u tego samego nauczyciela. Oddaję kartkówkę, która miała delikatny urwany kawałek, wielkości ledwie pół grosza. Usłyszałem, że to kartka dla chomika. Powtórzę, ledwie pół grosza. Nie chciała przyjąć pracy.
Awatar użytkownika
De Mios
Kot

Posty: 42
Dołączenie: 16 Cze 2013, 20:24
Ostatnio był: 17 Lip 2013, 09:21
Miejscowość: Dąbrowa Górnicza
Frakcja: Samotnicy
Kozaki: 6

Re: Co was w...pienia

Postprzez Universal w 19 Cze 2013, 13:17

De Mios napisał(a):Tak, nie ma to jak wyrywanie z kontekstu. To co napisałeś nijak ma się do tego, że mam problemy z nauką, bo nie mam żadnych. Wszystko stoi za sprawką ludzi. Tak przynajmniej sądzę. W pierwszym semestrze, miałem oceny takie jak 4, 5 ew. 3. Wtedy jeszcze nikt nie znał się na tyle i nie naciskali na mnie tak jak naciskali teraz. Wszystko zaczęło się sypać, kiedy zaczęli mniej szanować mnie i moje rzeczy. Zaczęło się oczernianie i wiele innych rzeczy, których nie życzę nikomu.

Nie wierzę, że to jest kwestia tylko nieprzychylnych ludzi. Nie da się zgnoić tak bardzo ocen, by pomimo największych starań był z tego kibel. Nigdy, dosłownie nigdy nie słyszałem o takim przypadku, zawsze to było kilka nakładających się na siebie rzeczy.

De Mios napisał(a):Co do terroru, to tak, zgadza się. Wszystko było zgłoszone wychowawcy, szkole, która nie zrobiła z tym kompletnie nic. Moje rzeczy były niszczone i mniej zdatne do użytku. Nauczyciele jakich poznałem nie życzę nikomu. Podam przykład jednej sytuacji. Zostałem wyśmiany przez nauczyciela i klasę za to, że przerzucam przy odpowiedzi ciężar na drugą nogę, zwyczajnie ze stresu. Druga sytuacja u tego samego nauczyciela. Oddaję kartkówkę, która miała delikatny urwany kawałek, wielkości ledwie pół grosza. Usłyszałem, że to kartka dla chomika. Powtórzę, ledwie pół grosza.

A zmiana szkoły choćby w połowie semestru? Bo rozumiem, że nie chcesz/nie potrafisz z różnych przyczyn (duma osobista, lenistwo - obojętnie) udowodnić za wszelką cenę że możesz i jak w przypadku kartkówki - używać przeciętego na pół papieru kancelaryjnego?

Wiem, że wielu nauczycieli jest świniami, zdaję sobie z tego sprawę. Ale nie chce mi się wierzyć, mimo wszystko, że jesteś bezsilny wobec całego środowiska. I nie chce mi się wierzyć, że bez powodu wszyscy się uwzięli, to jest groteskowe.

Rozumiem, że następny rok zaczynasz w innej szkole?
Awatar użytkownika
Universal
Monolit

Posty: 2619
Dołączenie: 21 Lip 2010, 17:54
Ostatnio był: 15 Kwi 2026, 09:27
Miejscowość: Poznań
Frakcja: Samotnicy
Ulubiona broń: Vintar BC
Kozaki: 1051

Re: Co was w...pienia

Postprzez De Mios w 19 Cze 2013, 13:29

Nie wierzę, że to jest kwestia tylko nieprzychylnych ludzi. Nie da się zgnoić tak bardzo ocen, by pomimo największych starań był z tego kibel. Nigdy, dosłownie nigdy nie słyszałem o takim przypadku, zawsze to było kilka nakładających się na siebie rzeczy.


Tam jeszcze edytowałem co nieco, nie wiem czy było to wtedy, kiedy pisałeś. Ale co najwyżej dopiszę jeszcze raz. Zaczęły się nieobecności, kiedy rówieśnicy zaczęli wypychać mnie ze środowiska. Nieobecności przełożyły się na oceny i tak to wyszło, że straciłem rok. Ciężko jest naprawić swoją sytuację, kiedy zbliża się koniec roku, a u nogi ciągnę nieklasyfikowane.

A zmiana szkoły choćby w połowie semestru? Bo rozumiem, że nie chcesz/nie potrafisz z różnych przyczyn (duma osobista, lenistwo - obojętnie) udowodnić za wszelką cenę że możesz i jak w przypadku kartkówki - używać przeciętego na pół papieru kancelaryjnego?

Wiem, że wielu nauczycieli jest świniami, zdaję sobie z tego sprawę. Ale nie chce mi się wierzyć, mimo wszystko, że jesteś bezsilny wobec całego środowiska. I nie chce mi się wierzyć, że bez powodu wszyscy się uwzięli, to jest groteskowe.


W połowie drugiego semestru była ciągła gadanina ze szkołą, wychowawcą jak mi pomóc. Pedagog rozmawiał z rodzicem i tak się do dłużyło, że stwierdzili nagle, że lepiej będzie, kiedy zmienię szkołę już w czasie, kiedy nie mam szans na wyjście z sytuacji. O używaniu innego papieru, to ja już pomyślałem po fakcie. Nawet Ty byś nie wpadł na to, żeby używać go wcześniej, kiedy pozostali wyrywają kartki z zeszytu, standardowo. Dopiero potem jak zostałem zgnojony, zacząłem być bardziej ostrożny. Przecież nie miałem jak się tego spodziewać, zwłaszcza, że kartka była w porządku, ale jak ktoś szuka powodu, to znajdzie.

Jestem bezsilny. I nie w całym środowisku. Tych nauczycieli i osób z klasy jest kilka, ale zauważ, że w szkole średniej tworzą się grupki, i jeśli już ktoś Cię do jakiejś wepchnie, to trudno się z niej wydostać. A każdy żyje sobie we własnym gronie. Przynajmniej tak z autopsji wiem, może nie próbowałem czegoś już zmienić, bo było mi brak wiary w siebie po tym jak zachowywali się wobec mnie.

Rozumiem, że następny rok zaczynasz w innej szkole?


Tak, mam nadzieję. Zabieram dokumenty. Muszę odnaleźć się w ludziach, którzy mają podobne zainteresowanie i będą szanowali siebie nawzajem. Mam ochotę się uczyć, niektóre przedmioty sprawiają mi ogromną frajdę. Ale jak trafiały się w tej szkole wspólne projekty, to szlag mnie trafiał.
Awatar użytkownika
De Mios
Kot

Posty: 42
Dołączenie: 16 Cze 2013, 20:24
Ostatnio był: 17 Lip 2013, 09:21
Miejscowość: Dąbrowa Górnicza
Frakcja: Samotnicy
Kozaki: 6

Re: Co was w...pienia

Postprzez djcycu w 19 Cze 2013, 13:37

Nie chce mi się cytować bo zrobię kaskadę tekstów :P Wiecie co pisaliście i wiecie co ja wcześniej pisałem więc nie będzie problemu z rozszyfrowaniem o co mi teraz chodzi.

Ja nie palę, mam "uśpioną" astmę więc nie mogę. Co prawda próbowałem bo przecież jedna fajka mnie nie zabije. Nie zakręciło mną pozytywnie, nie było to dorosłe i zostałem tylko przy dobrych trunkach ew. przy piwie bo przecież kiedy bawiąc się jest wesoło to dlaczego nie może być weselej tudzież dlaczego nie można odprężyć się po ciężkim dniu łykając zimny gazowany napój chmielowy.

Nie zmieniłem się w sensie nie robiłem z siebie amplitudy zmian. Od dziecka żyję tak jak chcę i nie patrzę że inni na siłę dorośleją bo mają po 18 lat. Wiadomo, niektóre zachowania się zmienia ale nie zrezygnuję z gier czy taplania się w błocie bo jestem 23 latkiem... Skoro sprawia mi to radość i uczucie odbicia się od życiowych problemów to dlaczego mam się umartwiać gadaniem "jestem dorosły, wkładam flanele, półbuty i jestem czyściutki" - bzdura... Moi rówieśnicy znudzili się 18tkowym stereotypem i znów zaczęli paplać się w błocie rowerami/nogami bo ponownie odkryli w tym niezłą rozrywkę i porządną dawkę sportu. Podobnie z ASG i paintballem. Teraz zamiast śmiać się niektórzy przyznali mi że ciekawy tryb życia prowadziłem, nic nie straciłem bo pasja zawsze była na pierwszym miejscu.

Też jestem skrzywdzonym przez ludzi człowiekiem. Głównie przez pajaców którzy nie umieli szanować moich zainteresowań (modelowanie, muzyka, rowery, małe wynalazki). Niby byli dorośli i dojrzali a sypali dowcipami i śmiali się z kogoś jak dzieci... Podobnie z dziewczynami. Nie rozumiem ich, większość w moim życiu dziewczyn to jakieś tępe zmanierowane pustaki chcące h*j nie wie czego i chcące mnie zmienić... No way! Na ambicje wjechać nawet czołgiem nie pozwolę - i wybronię swoich racji.

Też ważne dla mnie jest człowieczeństwo. Wielu myśli że moje gadanie i narzekanie na słabe pensje, hujowy rząd, itd wywodzi się z tego że zazdroszczę i jestem leniwy do pracy... Mylą się, po prostu traktuję każdego jak człowieka i nie mogę znieść tej biedy i nędzy że ktoś nie ma możliwości dobrze zjeść, kupić sobie wymarzonej rzeczy kiedy na zachodzie można to mieć od ręki. Wkurza mnie to usilne robienie biedy i poziomu hard przez polityków, wkurza mnie ta propaganda kryzysu kiedy oni żyją jak królowie a z nas robią frajerów... NIE Z ZAZDROŚCI, tylko z braku poszanowania innego człowieka... To samo tyczy się religii, wszelkich hejterów nie tylko dlatego tępię że śmieją się z wiary tylko dlatego że ubliżają drugiemu nic gorszemu od niego człowiekowi...

Sam także nie nawiązuję wiele znajomości i boję się je nawiązywać. Życie niejako mnie nauczyło. Biorę słowa pewnego utworu na poważnie "Uważaj jak tańczysz bo życiowy parkiet bywa śliski, nie bądź jak agentura zbytnio towarzyski. Bądź bliski dla bliskich!". Śmiał bym się z tego gdybym nie znał przypadków które to niestety dowiodły słuszność tym słowom... Sam byłem ofiarą i wiem jak się to kończy. Złamanym sercem, ego i kuracją moralną trwającą nieraz miesiącami.
Szczegółowe mapy do S.T.A.L.K.E.R Zew Prypeci

In nomine Patris, et Filii, et Spiritus Sancti. Amen

Za ten post djcycu otrzymał następujące punkty reputacji:
Positive De Mios, Iwaszka, Realkriss, Voldi, Lucjusz, Damianox.
Awatar użytkownika
djcycu
Monolit

Posty: 3533
Dołączenie: 17 Wrz 2009, 16:38
Ostatnio był: 12 Sty 2021, 21:51
Miejscowość: "Łosiek"
Frakcja: Samotnicy
Ulubiona broń: Tunder S14
Kozaki: 775

Re: Co was w...pienia

Postprzez Iwaszka w 19 Cze 2013, 13:50

Universal - piszesz "Wy", a odpowiadasz na 1 post. Trochę nietaktowne bo ja np. nic takiego nie pisałem.

Po części rozumiem, że można w szkole się udupić. Ja miałem komisa z historii w 2 liceum i jakis koleś zaraz po studiach uwalił mnie w części ustnej tylko za to, że miałem komunistyczne poglądy (którymi swoją drogą nie chwaliłem się na prawo i lewo)...

Ale także nie zgadzam się z postawą bierną męczennika... Jak można się odcinać w 100% od wszystkiego i żyć w jakimś własnym świecie, to prawie jak jakiś autyzm.
Jak jesteś inny to walcz a nie "popłakujesz" i użalasz się jaki to nie jesteś.

Za ten post Iwaszka otrzymał następujące punkty reputacji:
Positive De Mios.
Awatar użytkownika
Iwaszka
Weteran

Posty: 696
Dołączenie: 23 Cze 2010, 13:56
Ostatnio był: 12 Sty 2025, 21:37
Miejscowość: Poznań
Frakcja: Najemnicy
Ulubiona broń: Vintar BC
Kozaki: 271

Re: Co was w...pienia

Postprzez De Mios w 19 Cze 2013, 13:54

Otwarcie napisałem coś na temat z autopsji, i tyle. To przecież czy walczę z tym czy nie nawet nie wiecie, bo nie jesteście mną ani kamer w moim życiu nie zamontowaliście. Napisałem tylko to co w życiu przechodzę, a to czy dla was to użalanie się, płacz, jakoś nieszczególnie mnie interesuje. Nie odcinam się w stu procentach, nie żyję we własnym świecie, walczę.

@edit

mnie się to nawet podoba, że przechodzę takie rzeczy w życiu. Choć nie jest to wcale przyjemne. W jakiś sposób mnie to kształtuje, czuję to. Gdybym się cofnął lata wstecz bez wszystkich doświadczeń przez jakie musiałem przejść, byłbym kolejną kalką.

Uwagi moderatora:

Nie cytuj ostatniego posta - Soviet
Awatar użytkownika
De Mios
Kot

Posty: 42
Dołączenie: 16 Cze 2013, 20:24
Ostatnio był: 17 Lip 2013, 09:21
Miejscowość: Dąbrowa Górnicza
Frakcja: Samotnicy
Kozaki: 6

Re: Co was w...pienia

Postprzez Tajemniczy w 19 Cze 2013, 14:19

De Mios napisał(a):Obejrzę się za jakimś zajęciem, żeby częściej wychodzić. Prawdę mówiąc kiedyś myślałem o deskorolce, ale tutaj już kwestia odwagi, żeby w ogóle się pokazać z brakiem umiejętności jazdy na niej w mieście. Użalanie to ja mam we krwi, ale nadal potrafię przyznać się, że niektóre problemy są z mojej winy. Nie wszystkie.

Odpowiem ci cytatem z książki "Rambo Pierwsza krew tom2" Morrela
Ponieważ był półkrwi Indianinem z plemienia Navajo, już we wczesnej młodości
wyszkolono go na wytrawnego łucznika. W wiosce jego matki łuk został wyparty przez strzelbę,
która stała się podstawową bronią myśliwską, lecz wielu Navajów wciąż było znakomitymi
łucznikami. Jego nauczycielem został najstarszy i najmądrzejszy mieszkaniec wioski. Tłumaczył
mu, że owszem, siła jest ważna, ale wprawa i wytrwałość są ważniejsze, najważniejsza zaś jest
umiejętność koncentracji. Żeby mu to udowodnić, starzec, który często chodził o lasce, a czasami
miewał trudności z samodzielnym wstawaniem, napiął cięciwę łuku, którego Rambo, nawet
później, już jako muskularny nastolatek, napiąć nie potrafił. Zwolnił strzałę i trafił bez pudła w cel
odległy o trzydzieści metrów od nich. Rambo wybałuszył oczy.
- To umysł napina cięciwę, nie ciało - wyjaśnił starzec. - Jeśli umysł masz tęgi, ciało będzie
mu posłuszne. Łucznik jest czarownikiem, jest jak kapłan twojego kościoła. Dobrze napiąć łuk to
zagłębić się w siebie, to odciąć się od świata, od wszystkiego, co ci przeszkadza, to stawić czoło
własnemu duchowi.
Oczywiście Rambo tego nie zrozumiał.
- Jesteś na to o wiele za młody - orzekł starzec. - Ale kiedyś pojmiesz, kiedyś wyczujesz, że
duch jest z tobą.
Rambo próbował. Naprawdę próbował. Mimo to jego strzały rzadko trafiały w cel.
- To dlatego, że jesteś niecierpliwy - tłumaczył starzec. - Martwisz się. Za bardzo się
starasz. Musisz pokochać swój łuk, a strzałę kierować siłą ducha.
I pewnego dnia, po wielu rozczarowaniach, po wielu miesiącach daremnych prób, Rambo
doszedł do wniosku, że nigdy nie nauczy się strzelać. Postanowił wypuścić ostatnią strzałę i
skończyć z tym raz na zawsze. Zrobił to szybko, żeby oszczędzić sobie poniżenia, instynktownie,
żeby mieć to już za sobą. Po prostu odciągnął strzałę, zerknął na cel i zwolnił cięciwę. Strzała
utkwiła dokładnie tam, gdzie miała utkwić.
I coś się w nim przełamało. Bo przez ułamek sekundy łuk, pierzasty pocisk, on i cel
stanowili jedną całość. Miał wrażenie, że wypuszczenie strzały to najbardziej naturalna rzecz, jaką
kiedykolwiek zrobił. Gdy z sykiem przecinała powietrze, odczuwał głębokie, niemal mistyczne
zadowolenie i jeszcze zanim utkwiła w celu, wiedział, że tym razem nie spudłuje.
Wtedy zaczął rozumieć, co starzec miał na myśli.

Nigdy nie rezygnuj ze swoich marzeń i zawsze próbuj.

Za ten post Tajemniczy otrzymał następujące punkty reputacji:
Positive De Mios.
Awatar użytkownika
Tajemniczy
Monolit

Posty: 2188
Dołączenie: 13 Sie 2010, 20:48
Ostatnio był: 14 Cze 2021, 19:41
Frakcja: Samotnicy
Ulubiona broń: TOZ34
Kozaki: 517

Re: Co was w...pienia

Postprzez Realkriss w 19 Cze 2013, 14:31

De Mios, specyfika "forumów" internetowych polega na tym, że jeśli nieopatrznie uchylisz rąbka swojego prywatnego życia, to zawsze znajdą się tacy, którzy uznają za stosowne na temat Twojego życia autorytatywnie się wypowiadać, wyśmiewać, przekłamywać, interpretować, dawać "złote rady".

Biorąc pod uwagę Twój sposób wypowiadania się, zasób słownictwa oraz fakt, że piszesz gramatycznie, poprawnie, bezbłędnie - można wnioskować, że jesteś osobą inteligentną, a co za tym najczęściej idzie niepokorną i sprzeciwiającą się status quo.
Szczypta bezkompromisowości oraz zwyczaj mówienia otwarcie debilowi - że debil z niego(czuję, że DJ świetnie wie, o co chodzi :E ) - i masz kłopoty, a środowisko chętnie zabawi się Twoim kosztem w dziobanego.

Dopiero jak się już trochę pożyje, nabiera się dystansu i zaczyna się to olewać, ja w wieku lat 37 wciąż doświadczam różnego rodzaju ostracyzmów mówiąc swoje racje. Np. w pracy przez koleżanesie jestem uważana za pomyloną ze względu na to, że gram w strzelanki i kocham amerykańskie kino.
A moje Dziecko to we mnie uwielbia - coś za coś...

Za ten post Realkriss otrzymał następujące punkty reputacji:
Positive SkullDagger, djcycu, De Mios.
Awatar użytkownika
Realkriss
Moderator

Posty: 1667
Dołączenie: 08 Lut 2011, 14:58
Ostatnio była: 08 Gru 2024, 16:26
Miejscowość: Warszawa
Frakcja: Wolność
Ulubiona broń: Vintar BC
Kozaki: 882

PoprzedniaNastępna

Powróć do Prawie o wszystkim

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 3 gości