To teraz ja. Kolejna piękna płyta z gatunku ambient(a raczej określiłbym to jako "ambient travel"). Polecam każdemu
Konceptualnie rzecz traktuje o nieudanej wyprawie na Antarktydę podróżnika Ernesta Shackletona. W drodze na biały kontynent statek Shackletona, "Endurance", na wiele miesięcy utknął w lodzie. Załoga długi czas żyła nadzieją, że mróz ustąpi i będą mogli ruszyć w dalszą podróż. Nic z tych rzeczy, ostatecznie "Endurance" został zmiażdżony przez lodowe zwały po czym poszedł na dno. Sir Ernest wraz z kilkoma marynarzami wyruszył na jednej z ocalałych szalup ku brzegom Georgii Południowej po pomoc dla reszty załogi uwięzionej na Wyspie Słoniowej do której dodryfowali na kawałku kry lodowej po zagładzie "Endurance". Shackleton sprowadził pomoc, uratował wszystkich członków załogi, która jednak wcześniej przeżyła prawdziwe piekło.W żadnym wypadku nie jest to Dark Ambient. "Endurance" nie ma na celu rozsiewania grozy i mroku. Sporo tu melodii, ładnych muzycznych pasaży i dźwiękobrazów. W ogóle bardzo ilustracyjna to muzyka, która na dobrą sprawę mogłaby służyć jako ścieżka dźwiękowa do filmu opowiadającego o tamtych wydarzeniach. Utwory są bardzo zróżnicowane, właściwie każdy ma swój charakter i po kilku przesłuchaniach można bez problemu odróżnić jeden od drugiego, co przecież w przypadku Ambientu niekoniecznie jest normą. W kilku utworach zastosowano też sample bodaj z "Shackletona" z Branaghem w roli głównej. Zetknąłem się z opiniami, iż użyto ich niepotrzebnie - absolutnie nie mogę się z tym zgodzić. Biorąc po uwagę koncept uważam, że ów "czynnik ludzki" jak ja to nazywam, jest niezbędny. W przypadku "Endurance" w pierwszym rzędzie chodzi o człowieka - opustoszałe lodowe pustynie, tereny na których nigdy nie stanęła ludzka stopa zostawmy innym ambientowcom.
GORĄCO zachęcam.
TAJAG JUDYN HAZBAZ SEKODYN!
Za ten post vandr otrzymał następujące punkty reputacji: