Aleksander Macedoński - geniusz taktyczny, niestety jego imperium rozsypało się szybko. Brak perspektywicznego myślenia.
Hannibal - jeden z Wielkich. Jedyny, obok Pyrrusa, któremu o mało co udało się rzucić Rzym na kolana. Genialny taktyk (manewr kanneński) i strateg. Przegrał. Bo państwo (władza) obawiało się jego popularności... - skąd to znamy!
Juliusz Cezar - po naszemu Łysy Julek. Farciarz (Alezja). Dowodził najlepiej uzbrojoną i zdyscyplinowaną armią na świecie przeciw Galom i Celtom (nie umniejszając ludom owym, ale co do powiedzenia miały rydwany czy luźne watachy wojów przeciw uzbrojonym w kolczugę, hełm, tarczę i gladius?). Dobry gracz polityczny, acz do końca nie na dobre mu to wyszło (et tu Brute conta me?) podczas Id Marcowych. Na plus jeszcze: spostrzegł, że jak rządzi wielu to nikt nie rządzi. Dlatego olał Senat i wprowadził system monarchistyczny, który przez długie lata się sprowadzał.
Attyla - przyjechał ze swoją hordą, nadymił trochę, bęcki dostał od Aecjiusza i tyle. Jedyny wpływ jego to to, że Goci się ruszyli na zachód (a ich miejsce zajęli Słowianie

)
Karol Wielki - taaaa. Odziedziczył po jeździe frankijskiej strzemiona i wymiatał po połowie Europy ciężkim rycerstwem.
I do tej pory władza świecka nie może oderwać się od duchowej. Pomijam wierzenia zbudowane na tezach Marcina Luter'a
Temudżyn (Czyngis - chan) - ponoć wyzwolony niewolnik. Geniusz polityczny (wygrał dla siebie wszystkie plemiona mongolskie tak, aby były za nim). Nie zobaczył jak jego ordy dotarły do Wisły w Polsce i Dunaju na Węgrzech.
Napoleon Bonaparte - drugi z Wielkich. Świetny strateg (od taktyki miał swoich ludzi). Farciarz. Zmienił europejską sztukę wojny.
A że trza wybrać, wedle tych kryteriów to moim faworytem jest Otto v. Bismarck.

Wojna jest zła. Ale gorsze są sukinsyny które nie mają nic za co byliby gotowi walczyć i umierać.
"Może nas wiedzie szalbierz chciwy paru groszy
Lecz lepsze to niż śmierć na wapniejących szańcach" - J. Kaczmarski, Stalker.