
Nom, wku*wiające to jak mało co. A że ja nie mam w zwyczaju się upominać, to czekałem spokojnie aż kumpel odda cztery dychy, które wisi od dość dawna. Mimo iż na forsie nie śpię, to te parędziesiąt złotych nie jest wielką sumą, więc czekałem i czekałem, chyba ze trzy, cztery miesiące i ni wuja. A to, że jak tylko jakąś kasę wyhaczy, to woli ją w mgnieniu oka upłynnić bez opamiętania na różne przyjemności i jeszcze zaciągać kolejne długi, to już inna historia. Aż tu ostatnio przychodzi do mnie w pewnej innej sprawie, a że nic nie załatwił to na koniec wyskakuje bezczelnie: pożycz dwie dychy. A ja na to, że limit wyczerpał. Na to on, że może chociaż dyszkę...? Ja dalej nieugięty... Jak się prosił i przymilał skubany, że odda wszystko, całe sześć dych za niedługo... Odszedł z pustymi rękami i skwaszoną miną bo z melanżu nici

Widok jego mordki bezcenny

Kolejny raz "stare klingońskie przysłowie" okazało się prawdą

Nie toleruję sku*wysyństwa

Mnie z kolei ostatnio do szału doprowadzają kolesiostwo, dupowłazstwo i inne szemrane układy w robocie

Jeszcze bardziej od dłużników denerwują mnie gogusiowaci lizusi i inne cipeusze
