przez Universal w 25 Lut 2014, 02:50
Sherlock (2010) - co drugi bohater ma w scenariuszu jakieś podteksty o homo. Najgorsze jest to, że sobie tego nie wymyśliłem i naprawdę padają teksty o "romansie Lestrade z nauczycielem wfu" (na co ten się peszy), Sherlock stwierdza, że chłopak Molly (laborantka w Scotland Yardzie) jest gejem itp. Do tego Irene Adler, pełna perwersji, zeszmacona dziwka - w filmie Ritchiego miała swój taki czy inny powab, tu jest zwykłą zdzirą. I jeszcze trzydziestoletnia aktorka ją grająca wygląda na takie 40-45+. Coś nie halo.
Ponadto, co jednak nie jest najświeższą moją opinią (zbyt rewolucyjne też to nie jest) - im wyższe wykształcenie, tym dany osobnik jest bardziej ograniczony. Wniosek wysnuty na podstawie obserwacji prowadzących, utwierdzający się z każdym dniem. Nie wiem, czy bardziej "wpieniające", czy smucące.