Mnie denerwuje prawdziwie chu*owa pogoda, najgorsza z możliwych i po prostu w swojej istocie nienormalna. Otóż dzisiaj w mojej mieścinie i pobliskich obszarach panował, i nadal panuje, okropny upał przeplatany okresową zimnicą. Musiałem jechać autobusem do innego miasta, a tu proszę z 30 stopni jak nie więcej... najgorsze było to, że miałem na sobie bluzę i letnią kurtkę, bo spodziewałem się deszczu - rano było zimniej i padało... gwoździem do trumny było lawirowanie kierowcy z powodu prac drogowych i brak klimatyzacji; gorąc doskwierał nawet po rozgołoceniu się do samej koszulki, a moje siedzisko wyglądało jak jarmark. Mniejsza z tym, dotarłem do celu. I co? Wróciło zimno, zaczęło lekko kropić. Ubrałem ponownie bluzę, kurtkę. Przez około 20 minut było dobrze, wtedy znowu przyszedł gorąc, duchota i ogólnie smarzyło nogi w dżinsach. ku*wa, ch*j wcielony mógł strzelić człowieka. Rozebrałem się po raz wtóry; kiedy już udało mi się wrócić do swojej mieściny, nagle zaskoczył mnie deszcz w połowie drogi. Zanim się ubrałem minęło z 15 sekund i te 15 sekund wystarczyło chmurom, żeby zamienić mnie w mokre gówno. Wróciłem do domu mokry, przepocony, dżinsy się prawie przyssały do nóg, miejscami nie dało się odróżnić czy ubranie jest wilgotne od potu czy deszczu. ku*wa ja pie*dolę.