Kolejną rzeczą, która mnie irytuje jest robienie za taxi-driver. Czyli odwoziciela zwłok po imprezach alkoholowych. Nie mam nic przeciwko przyjechać po kogoś i go odwieźć. Czy to o 22 czy o 2 w nocy. Ale szewskiej pasji dostaję, jak zajadę, a tam: Jeszcze trochę i wychodzimy. Po rozchodniaczku i zaraz jedziemy. I siedzą tak i pie*dolą. Ale Julek ja to ciebie lubie ty wiesz, no hmmbrry, łeee, co ja to mówiłem? Ty fajny gościu jesteś, lubisz mnie? Lubię! A za chwilę, dlaczego ty mnie nie lubisz? I takie ku*wa smuty non stop. A jak już zapakujesz do auta po 3 godz. ględzenia i czekania to potem się dopiero zaczyna. Pożegnania pod domem albo pomysły typy: jeszcze zajedź tu na stację, po browarze weźmiemy albo jedźmy do knajpy, flasze weźmiemy

. Ożarli się to do domu ku*wa, a nie kombinacje alpejskie. Nie trawię pijanych, jak są spokojni to mogę poodwozić wszystkich z imprezy, ale jak marudzą to otwarłbym drzwi i wywalił na środku ulicy. Sam jak się ujebę, to do domu i słucham sobie muzykę na słuchawkach, albo idę spać. A nie marudzę.