Kahitan napisał(a):Nienawidzę jak pod moim oknem przejeżdzają te @^#$*&^ skutery, motory i inne dwukołowce (oprócz rowerów, one są spoko). Warczy to tak że aż mam ochotę wyjść z domu i nakopać do @&@#$ właścicielowi tego przybytku. Zauważyłem (tak przy okazji) że strasznie dużo się tego syfu narobiło na ulicach ostatnio.
A moim zdaniem to plus (pomijam hardkorowe pojazdy generujące wycie jak kombajn z roz**banym przetrząsaczem)

. Taki skuter/mały motocykl mniej pali, lepiej nim się manewruje po ciasnych uliczkach, jest cichy (skuter), a w prymitywnych wersjach (komar, WSK

) praktycznie nie do zajechania, idzie go naprawić w szopie kilkoma prostymi narzędziami. Mnie wpienia jak ktoś z nadzianymi rodzicami którzy kupili mu skuter jeździ nim do szkoły (choć ma tylko kawałek - 5-10min piechotą) żeby się tylko popisywać i kozaczyć.
Kahitan napisał(a):Dalej, dzieci od lat 3 dżące morde przez całą długość ulicy. Normalnie koszmar, idzie se dziecko i wrzeszczy i ryczy i na dodatek (czasami, w ramach bonusu) śpiewa
Tu się w pełni zgadzam

. Podam taki przykład: mieszkam na wsi, przyjechała do nas rodzinka i poprosili o trochę świeżych warzyw z ogródka.To to poszliśmy, z nimi był bachor 4 lata. Warzywniak ogrodzony jest pastuchem (dla niekumatych taki drut z prądem co kopie bydło jak chce spie*dolić w las), kopnięcie jest nieprzyjemne, ale ból jest chwilowy i zaraz po odsunięciu się od drutu nic nie czuć, bólu nie ma. Przechodząc przez furtkę bachor łapie za druty i tu ryk. Nie jakiś zwykły płacz, ale ryk obdzielania ze skóry. Rozumiem, mały dzieciak, wystraszył się, nie wie co się stało. Ale żeby było milej to dalej utrzymywał poziom piłowania ryja na maksymalnym poziomie (choć go już nic nie boli) przez 20 minut zbierania warzyw, tata nie mogąc go uspokoić prowadzi do domu oczywiście na pełnym ryku, daje go mamie ta z wielkim trudem go uspokaja. Dzieciak darł się z 20 min. aż zaczął się dusić i kaszleć, zrzygał się, po czym usnął z wycieńczenia. Dzieciaki beczą tak, żeby wszyscy widzieli i to denerwuje, ale niestety tak musi być.
Papierosy. Bardzo nie lubię jak ktoś pali w moim otoczeniu i się jeszcze spiera, że jak się nie podoba to mam wyjść. Najgorsze jest, że oboje rodzice palą. W chacie jeszcze zwykle idzie wytrzymać, zawsze mogę iść do swojego pokoju i piłować kompa, ale jak jadą samochodem, to mam ochotę się zrzygać

. Ale ja już ich oduczyłem palenia w aucie

. Kiedyś na drogę do rodziny wziąłem maskę przeciwgazową i jechałem tak całą drogę doprowadzając ich do wku*wienia i wstydu przy przejeżdżaniu przez miasta

.
Upałów. Dziękuje Bogu za takie lato! Nie muszą się męczyć z gorącem. Normalnie lepiej się czuje przebywając w zimę na podwórku przy -25 stopniach (okolice Suwałk, najzimniejszy obszar kraju, i tak mam farta

) niż w lato przy 30 na plusie. Tylko trzeba się dobrze owinąć.