Mnie niesamowicie wkurza stołówka w mojej szkole. Idę zapłacić za karnet miesięczny, a babka odsyła mnie żebym zapłacił w sklepiku. Babka w sklepiku odsyła do poprzedniej i tak w kółko... A jak już uda im się przyjąć moją kase to muszę im pomagać obsłużyć kalkulator i przypomnieć kiedy są święta

. I jeszcze po prostu mi dają obiad, nie pytają się czy na następnej przerwie czy nie

. Albo raz jak mój kolega podał babce karnet lekkim rzutem w blat, to ona mu rzuciła w ryj i powiedziała: "ty rzucasz do mnie to ja do ciebie"

. Lub raz w jej obecności przeklnąłem to ona: "takich słów to możesz używać do kolegi". A to było do kolegi! Potem jak mój kolega odłożył obiad to powiedział takim lekkim sarkazmem: "pyszny był ten obiadek". A ona na całą stołówkę: "ŻEŚ SIĘ KU*WA POPISAŁ!!!"

. Po za tym one mają jakieś opóźnione tempo, bo po przerwie musimy czekać pod drzwiami przynajmniej minutę, żeby otworzyły drzwi, jakby nie mogły przed dzwonkiem

. Raz było nawet, że w ogóle nie otworzyły stołówki (nie wiem czemu, a pani woźna też nie wiedziała) i 5.30 PLN za obiadek poszło się kochać

.
Denerwują mnie też niesprawiedliwi nauczyciele. Kiedyś w 6 klasie dostałem 4+ z spr. z historii bo zamiast napisać "czasy teraźniejsze", "napisałem czasy współczesne", a przecież miałem tak napisane w zeszycie i moi kumple też mieli

. Ta 4+ zadecydowała o tym, że dostałem 4 na koniec zamiast 5

.