przez Realkriss w 11 Kwi 2012, 08:50
Wpienił mnie 10 kwietnia, choć początkowo mi zwisało, jaki to dzień.
Stałam wczoraj pół godziny na placu Bankowym w Warszawie, czekając na nieobecny autobus. Na przystanku nie było żadnej informacji o wstrzymaniu ruchu. Ale po telefonie na linię informacyjną ZTM okazało się, że został wstrzymany z powodu marszu z okazji 10 kwietnia. Czekam na ten marsz, bo nawet jestem ciekawa, a tu około 20 osób z czterema transparentami dumnie maszeruje w milczeniu.
Przeszli, poszli, ruch po kolejnym kwadransie wznowiono, ale i tak centrum było sparaliżowane, autobusy inaczej jeździły, ludzie klęli bo się mylili, dzieci płakały, a mnie w tym dniu zepsuł się samochód. Byłam w domu godzinę później, włączam warszawski program informacyjny, żeby sprawdzić WTF w tym mieście.
A tu film science-fiction. Kaczyński urządził wiec Pis po Pałacem Prezydenckim i pluje, że teraz, to on już na pewno wie, że Rosjanie zamordowali mu brata. Że dziękuję swoim wyborcom, a oni skandują "Nie ma za co, nie ma za co..."
Jedyny kraj, gdzie nie ma wspólnych obchodów takiego wydarzenia dla wszystkich uczestników życia politycznego. Każdy se obchodzi po swojemu. A kim było tych dwadzieścia osób na Bankowym?
Tego nie wie nikt.
-
Za ten post Realkriss otrzymał następujące punkty reputacji:
Stalker Rambo.