Do atramentu jakoś nigdy szczególnej wagi nie przywiązywałem. Skusiłem się kiedyś na nietaniego jak dla mnie wtedy Rotringa i zasechł mi po paru tygodniach w buteleczce, mimo iż była zakręcona

Dlatego "jadę" na Astrze za, bodajże, sześć złotych

Co do piórka, to rzeczywiście chyba kwestia gustu/indywidualnych preferencji. Odkąd pamiętam, piórka "maczane" zawsze ceniłem sobie ponad te wieczne, przynajmniej jeśli o sztukę rysunku chodzi. Mimo że pewnie mniej praktyczne w użyciu, to dla mnie są bardziej klimatyczne jeżeli chodzi o sam proces tworzenia - dodają jakiś taki element nostalgii za dawnymi czasami, gdy rysowało się głównie w ten sposób i są swego rodzaju snobizmem

A ten Kolinsky to już czysta fanaberia z mojej strony - pewnie mógłbym się bez niego obejść, ale skoro mogę go mieć, to czemuż miałbym sobie nie zafundować włosia łasicy syberyjskiej

Chociaż gdybym mógł, to nabyłbym jeszcze Raphaela z serii 8404
