Ja spodenek musiałam szukać w dziale dziecięcym. ;___; Ludzie dziwnie się patrzyli (mała wiocha, to ich interesuje, co ludzie robią), jak szłam z nimi do przymierzalni. ;__; Z butami też jest coś strasznego, bo jak są dobre na długość, to znowu strasznie szerokie/wąskie i na odwrót. A jak już są dobre, to znowu kolor nie taki.
Staniki też są straszne, u mnie w sklepach albo dziwne rozmiarówki, albo jakieś pusz apy srapy. Musiałam po innych miastach jeździć, by kupić taki, który by na mnie pasował, bo wszystkie pięć metrów w obwodzie mają. Wszystkie spodnie mama musiała skracać, więc już ich nie noszę, po prostu łażenie po sklepach i przymierzanie to jest coś strasznego.
Zostaje chyba tylko zarabiać miliony i zamawiać ubrania dopasowane specjalnie do siebie...
Współlokatorzy brata. Zgadują do mnie jak przechodzę przez korytarz/ do kuchni i mimo że odpowiadam półsłówkami i uciekam od razu do pokoju, wciąż się o coś pytają. ;_; No wiem, że chcą być mili, ale to raczej widać, że ktoś się od razu peszy i ucieka, prawda?
