Przyszedł czas na refleksje po pewnym odstępie czasu.
Nastawienie do alkoholu diametralnie mi się zmieniło, rzekłbym o 180 stopni: pije sporo, aczkolwiek po paru akcjach ograniczyłem do picia wyłacznie na imprezach. I pije tak, by nie urwał mi się film, ba, żebym wiedział co się ze mną dzieje.
Liceum to zaje*isty skok. Zawsze miałem bardzo dużo znajomych, ale od liceum mam ich masakrycznie dużo. I zorientowałem się, że mam prawdziwych przyjaciół. Grupę ludzi, z niektórymi osobami znam się już 11 lat, czujemy się razem świetnie, i tak dalej, i tak dalej.
W liceum poznałem ludzi, którzy interesują się tym co ja, a nawet sami podrzucili kilka nowych tematów. I to jest szczery hardcore: antygrawitacja, die Glocke, II Wojna Światowa (ale nie tylko historia, ale też militaria i nieznane projekty), itd. Sporo fizyki - w końcu chodze do klasy mat-fiz-inf.

I bardzo polecam ten profil, o ile majca jest irytująca, o tyle fizyka i informatyka to genialne przedmioty/zagadnienia.
Ludzie twierdzą, że przeżyli życie jak należy, bo imprezowali, pili i jarali, żygali i się lizali. No to słuchajcie.
Lat mam 16, jak może wiecie.
Nie będę pisał ile to 'pannien zaliczyłem, przelizałem', itp. Bo jakoś nie widzę powodu do lansu 2dniowymi znajomościami oscylującymi wokół lizania się, itp. (:
Ale mam dziewczyne (choć momentami jest ciężko). I jestem szczęśliwy. I uważam, że nie ma nic lepszego niż mieć dziewczynę i tworzyć szczery, oparty na zaufaniu związek. Może brzmi śmiesznie z ust 16latka, ale wiem o czym mówię.
W gimnazjum imprezowałem sporo. Alkoholu nie było wcale albo śladowo. Czemu? Bo nas to nie bawiło, a mimo tego wszyscy się świetnie bawili.
Uroki picia, oczywiście rozsądnego, odkryłem w te wakacje. I jestem zadowolony z obrotu sprawy.
Teraz na prawde sporo imprezuje i bawie się. Ale nie zapominam o innych rzeczach!
Także mam własną stronę, recenzuje książki dla wydawnictw, chodze do jednego z najlepszych lo w Krakowie (gorzej z uczeniem się w tym moim lo, bo jakoś mi się nie chce

), mam rewelacyjne stosunki z rodzicami, którzy mi ufają i zawsze moge z nimi o wszystkim porozmawiać, jak mówiłem: mam szczerych i prawdziwych przyjaciół, mnóstwo wspaniałych wspomnień z okresu przedszkole/podstawówka/gimnazjum, i tak dalej, i tak dalej...
I bynajmniej nie przechwalam się, ale obrazuje, że można zarazem prowadzić beztroskie życie gówniarza i pracować nad sobą, zadbać o swoją przyszłość, mieć z kim porozmawiać.
I wpier*** mnie gadanie, że 'jestem młody, więc muszę się tylko bawić', albo 'muszę się uczyć, uczyć, uczyć! przyszłość, praca, rodzice mi każą!' - czy nie lepiej wszystko to połączyć - będą same korzyści, a i my będziemy mieć lepszą samoocenę i więcej się w życiu nauczymy.
Pozdrawiam.