Jestem mniej więcej w połowie gry i zastanawiam się o co chodzi z promieniowaniem, konkretnie chodzi mi o jego wpływ na zdrowie naszego wojaka.
Grając w CS promieniowanie mogło nas bardzo łatwo zabić jeśli nie mieliśmy odpowiedniej ochrony, nie wiem jak u Was, ale w ZP promieniowanie praktycznie mi nie szkodzi (sic!). Nie wiem czy jest to zasługa dobrego kombinezonu (pancerz Czystego Nieba zamówiony u Żwawego w Zatonie, bodaj CS3) czy po prostu GSC kompletnie zbagatelizowało, o zgrozo, ten element życia/śmierci w Zonie.
Pamiętam, że w CS tak beztrosko po anomaliach mogłem hasać dopiero w SEV-ie a i tak zawsze miałem w tylnej kieszeni parę antyradów w razie "w".
Mówiąc szczerze to mnie to drażni, łazimy po Zonie i radio nic nam nie robi...w końcu nie wiem czy jestem w okolicach Czarnobyla czy na Maui
Gram na poziomie "ząbek" niżej niż mistrz (chyba weteran) i zgadzam się, że pojedynek z pijawą + banda psów jest wymagający, ale ta nadludzka odporność na radio to już jakaś kpina:/
Czy tylko ja mam taki problem??