Gdybym miał ogarniać wszystko w ten sposób jak tego chce większość nauczycieli i podstawa programowa, to moja zdolność do logicznego myślenia całkiem by zanikła. Byłoby tylko rycie na pamięć, jazda na 110% na lekcjach i do tego siedzenie jeszcze kilku godzin przed książkami w domu.
Całe szczęście zawsze byłem "oporny" na odmóżdżanie które się serwuje dzieciom w szkole. Na lekcjach się wydurniałem, śmiałem, gadałem itp. Lekcji nie odrabiałem prawie wcale. Część sprawdzianów od razu uznawałem za niewarte mojego czasu na naukę do nich - robiłem ściągi. Z matematyki przez całą 3 kl. liceum nie miałem na ławce ani razu podręcznika. Teoretycznie powinienem dostawać pałę na każdej lekcji. W praktyce nie dostałem żadnej, za każdym razem udawało mi się wmówić nauczycielce, że stara książka do drugiej klasy jest książką do trzeciej klasy. Opuszczałem mnóstwo zajęć. Z niektórych najbardziej znienawidzonych przedmiotów utrzymywałem stosunek godzin obecnych do nieobecnych tak, aby mieć jedną godzinę obecnych więcej. Dzięki temu nigdy nie groziło mi nieklasyfikowanie.
Powinienem być teraz bezmózgim debilem. Powinienem, ale chyba tak nie jest. Zdałem maturę jako prawie najlepszy w klasie (tylko z angielskiego znalazła się trochę lepsza osoba). Wyraźnie widzę, że pomiędzy niektórymi moimi znajomymi, a mną jest istna przepaść intelektualna. Bardzo dobrze liczę w pamięci. Potrafię zrobić niektóre działania w pamięci szybciej, niż inni wstukają cyferki na kalkulatorze. Czytam powoli, ale potrafię bez problemu zrozumieć i odtworzyć nawet długi tekst używając własnego słownictwa. Spora część moich znajomych ma problemy nawet z wyjaśnieniem czego w ogóle dotyczył ten tekst. Jeśli już zdarzało mi się uczyć do sprawdzianu, to po 15 minutach nauki miałem takie same wyniki jak niektórzy po 2 godzinach rycia. Widziałem osoby które dostawały pytanie, odpowiadały płynnie i poprawnie, po czym dostawały dokładnie to samo pytanie, tylko inaczej sformułowane i nic nie potrafiły z siebie wycisnąć. Albo dostawały banalne pytanie, na które można było odpowiedzieć sugerując się tym co się dzieje w codziennym życiu i nic. Mało tego, większość osób z mojej byłej klasy jeśli została wzięta do odpowiedzi i wiedziała że nie jest przygotowana od razu prosiła o jedynkę, aby mieć spokój. Ja wiele razy byłem pytany nie będąc ani trochę przygotowanym, a mimo to zazwyczaj coś tam z siebie potrafiłem wycisnąć i dostawałem pozytywną ocenę. Na języku angielskim jeśli nie znałem w zdaniu jednego słówka, to potrafiłem się domyślić co ono może znaczyć. Inni w takim przypadku twierdzili że nie mają pojęcia o co chodzi w całym zdaniu. Inni ryli godzinami słówka do kartkówek i dostawali z nich 4 i 5. Ale co z tego jak nie byli w stanie zrozumieć czego dotyczy dany tekst? Tak to właśnie wygląda w szkole, jesteś oduczany logicznego myślenia i niszczy się w tobie nawet chęć próby podjęcia wyzwania, nie mówiąc już o takich rzeczach jak własne zdanie, czy rozwiązywaniu problemu w jakiś inny sposób.
I wcale się nie wywyższam, bo nie widzę w tym żadnych nadzwyczajnych wyczynów. Mój poziom logicznego myślenia oceniam na przeciętny, wygląda dobrze tylko dla tego że jest na tle debili bez kreatywności i własnego zdania. Cieszę się, że skończyłem już edukację, na studia nie pójdę, bo szkoda mi mojego czasu, pieniędzy i wysiłku. Dodam jeszcze, że dopiero teraz, kiedy już nie muszę się uczyć mam czas na to, aby poszerzać swoją wiedzę w tych dziedzinach które mnie na prawdę interesują. Szkoła nauczyła mnie całkiem sporo, ale tylko dlatego, że cały czas starałem się jej unikać, kombinować, ściągać, oszukiwać itp. Jak bym był takim uczniem jak chciała większość nauczycieli to bym nic nie umiał.
Sorki za mały offtop
