Obłędne drukowanie pieniędzy, nieprzerwane od wielu lat przez bank centralny ameryki (w którym od jakiś 20 lat nie było jakiegokolwiek szefa otwarcie chcącego ingerować w gospodarkę), to jeszcze nie keynesizm, pomimo iż zwolennicy tej teorii postuluja wprowadzenie w rynek większej ilości kapitału.
Od prawdziwego parytetu złota zaczęto odchodzić w USA ok. 10 lat wcześniej przed zaproponowaniem planu odbudowy Keynesa, poprzez stopniowe zmniejszanie proporcji dolar-złoto.
Stwierdzenie, że lokowanie kapitału państwowego w rynku wymaga pieniędzy, nie jest odkryciem milenium. I owszem, to reszta rzeczy o których napisałeś to prawda: Po wyłożeniu pieniędzy na jego plan, powiódł się on w 100 procentach. Nie jest to żaden argument przeciw.
Zaraz zaraz... insynuujesz, że to interwencjoniści wywołali kryzys finansowy roku 2008? Że to oni destabilizowali rynek, i pozwolili na wmieszanie ogromnej ilości nieistniejących pieniędzy (nie mających żadnego pokrycia w rzeczywistości) w rynek? Znieśli najwżniejsze ustawy np. Glasa-stigala zabraniające łączenia działalności ubezpieczeniowo-kerdytowej z inwestycyjną? Bardzo ciekawy pogląd muszę przyznać. Tak samo jak pogląd, że europejska część tego kryzysu została wywołana przez socjalistów.
Na każdym kroku słyszę, że obecny kryzys został wywołany przez to, że europejskie rządy przez lata prowadziły nieodpowiedzialną politykę fiskalną i żyły ponad stan. Głównie pompowały ciężkie miliardy w wydatkach na rozbuchane państwo socjalne. To irytujący absurd. Z wyjątkiem Grecji wszystkie kraje, które są dzisiaj w zadłużeniowej pułapce, miały zrównoważone finanse publiczne. Wiele państw, jak Irlandia albo Hiszpania, notowało wręcz budżetowe nadwyżki. Ich kłopoty nie wzięły się więc z tego, że tak bardzo rozpieszczały swoich obywateli dobrodziejstwami państwa socjalnego. Mamy tu raczej do czynienia z efektem dramatycznego spadku wpływów podatkowych, który jest spowodowany recesją, którą z kolei wywołał kryzys finansowy. Do tego doszło ratowanie sektorów bankowych w tych krajach z publicznych pieniędzy. Powtarzanie w tej sytuacji, że wszystkiemu winne są nieodpowiedzialne rządy, uważam za niemoralne oraz w długim okresie bardzo niebezpieczne.
Sam pan Milton (albo von Misses, nie pamiętam) kiedyś gdzieś pisał, jakie to dobroczynne skutki ma opieranie gospodarki na nieistniejących pieniadzach. Cóż, życie zweryfikowało te wymysły, podobnie jak i treść "Wolnego wyboru" i innych ksiąg objawionych.
Kapucha:W 1819 r. brytyjski parlament przyjął ustawę regulującą pracę dzieci. Zabroniono wówczas zatrudniania maluchów, które nie skończyły dziewiątego roku życia. Dzieci w wieku od 10 do 16 lat mogły pracować nie więcej niż 12 godzin dziennie. Nowe przepisy nie regulowały oczywiście całej gospodarki, lecz tylko pracę w przędzalniach. Natychmiast po uchwaleniu tego prawa podniósł się krzyk. Jego przeciwnicy argumentowali właśnie z pozycji wolnorynkowych – mówiono, że ten zakaz uderzy w brytyjską gospodarkę i uczyni ją mniej konkurencyjną. W końcu wówczas większość krajów nie miała jeszcze takiego ustawodawstwa, ba, większość z gospodarczych rywali mogła bez przeszkód zaopatrywać się w siłę roboczą złożoną z niewolników. W czasie debaty w Izbie Lordów jeden z parlamentarzystów krzyczał, że ustawę trzeba odrzucić, bo praca musi być wolna. Zadam ci proste, i skrajnie głupie z punktu widzenia wierzącego liberała pytanie: Czy jesteś za zatrudnianiem dzieci w fabrykach?