Niby nikt nie mówił, że będzie łatwo (a ja się tego nie spodziewałem), ale...
- dojazd na wydział - 1,5h w jedną stronę. W ciągu dnia trzy godziny spędzam na rozkoszowaniu się korzystaniem z komunikacji miejskiej i infrastruktury przystankowej.
- dzisiaj wyjątkowo spędziłem na dojeździe na wydział 3h, bo trzy autobusy postanowiły się uprzeć i się spóźnić lub w ogóle nie pojechać. Takie, które jeżdżą raz na... godzinę. Pozdrawiam MPK Poznań.
- raz (później dwa) w tygodniu - konkretnie jutro - w domu jestem około 21:45. Kończę dzień analizą matematyczną, z której nic, dosłownie nic nie rozumiem. Wykładowcy, jak to oni, uważają że wszyscy są po rozszerzonej maturze, bo przecież wydział geograficzny powinien sobie poradzić z tym, z czym pierwszy rok matematyki lub fizyki sobie nie do końca radzi. Ale nic to, pięć osób (na 76) zna pochodne, kolejne dziesięć rozumie o czym on mówi (lub im się tak wydaje), w związku z czym można przeć z materiałem dalej. Frajerzy odpadną na kołach i sesji XD*
- nie mam czasu zrobić grafik dla pewnego kolesia i na tym dorobić. Byłoby na kredki i kątomierz gradowy. A nie ma.
A ukoronowaniem dnia dzisiejszego (wczorajszo-jutrzejszego, zależnie od perspektywy) jest zmywanie
naczyń, które muszę zacząć i skończyć, by wstać o 8 rano

Więc dob
garnoc.